Międzynarodowy Turniej Ekologiczno-Wędkarski
Kanał Augustowski, 2 czerwca 2007
Wędkarstwo jest dla mnie najlepszą metodą relaksu i odpoczynku. Lubię sobie w wolnej chwili wyskoczyć nad wodę, posiedzieć w spokoju zdala od ludzi i problemów :) Nigdy nie myślałem o startowaniu w zawodach wędkarskich. Spowodowane to było głównie strachem przed innymi, przed ich doświadczeniem. Ponieważ nie jeżdżę za często na ryby nie mam dużego doświadczenia a to jest na zawodach bardzo porzebne, oprócz szczęścia oczwiście :) Gdy tylko znalazłem ogłoszenie o tym Turnieju i miejscu jego odbywania od razu się zgodziłem na udział w nim. Wcześniej na Kanale Augustowski (miejsce zawodów) łowiłem sporadycznie, ale zdążyłem zauważyć że rybka tam jest w sporych ilościach i bez nęcenia można ładnie połowić. Uznałem że dzięki temu nie muszę mieć dużego doświadczenia i super sprzętu, bo 5 metrowym batem skutecznie łowi się tam wzdręgi i płotki po 20-25 cm. Niestety myliłem się ... .
-
Czapeczka turniejowa.
- Każdy z uczestników dostał takowe czapeczki. Byłyby bardziej przydatne gdyby pogoda była taka sama jak dzień przed zawodami, czyli słońce i ciepło.
W miejscu spotkania przedstawione zostały obowiązujące zasady. Wszystkich uczestników podzielono na: mężczyzn, kobiety i dzieci. Po rozlosowaniu sektorów udaliśmy się na swoje miejsca i czekaliśmy na sygnał startu. Rozłożyłem sprzęt, przygotowałem zanętę i zawody rozpoczęte. W moim sektorze było skupisko grążeli i intuicja mi podpowiadała, ażeby tam nęcić i łowić. Tam rybki mają schronienie. Zanęciłem, zarzuciłem i ... nic. Minęło pół godziny nawet brania. Minęła godzina i nic. Zmieniałem grunt, przynęty i też nic. Uczestnicy obok mnie to samo, zupełna pustka. W końcu jest, płotka 10 cm :P Mała ale jest ! potem znowu cisza jakby makiem zasiał. Koniec zawodów zbliżał się nieuchronnie i większość osób jak patrzyłem, przerzucała zestawy raz bliżej, a raz dalej i też nic. Na chyba 5 minut przed końcem złowiłem drugą płotkę też 10 cm :) Po sygnale końca zawodów do każdego stanowiska podchodziła komisja ważąca ryby. I o dziwo powiedzieli mi, że te moje dwie płotki to już coś bo wyniki były rzeczywiście marne u innych. Jakoś mnie to nie pocieszyło bo zadowolony wynikami dnia poprzedniego liczyłem na więcej. Idea tego Turnieju jest też taka, że najlepsza 5-tka wędkarzy startuje w konkursie teoretycznym. Są to głównie pytania z więdzy wędkarskiej i historii miejsca, w którym odbywają się zawody. Niestety zmarzłem tak bardzo i zgłodniałem, że nie miałem siły i ochoty zostać dłużej i obserwować dalszą część.
-
Puchary ...
- Na zwycięzców czekały takie o to puchary, plus inne dodatkowe nagrody i upominki.
Podsumowanie.
Udział w Turnieju mimo porażki uważam za udany. Bardziej jest to zasługą specyficznego sposobu rozgrywania zawodów z elementami wiedzy teoretycznej oraz typowo rodzinną atmosferą. Mam zamiar brać udział w kolejnych edycjach tego turnieju. W planach kupno bardziej profesjonalnego bata, bo na tyczkę mnie nie stać. I częściej ćwiczyć łowienie ryb typowo zawodowych tzn. płotki, leszczyki, wzdręgi i uklejki :) Traktuję to jako dobrą zabawę, możliwość podejrzenia technik innych wędkarzy i zbierania nowych doświadczeń. Acha bym zapomniał. Na zawodach wspierała mnie moja rybeńka Ala :) za co jej bardzo dziękuję :*-
Mój pomagier :)
- Dzielnie dotrzymywała mi towarzystwa, wspierała duchowo i próbowała rzucać czary na ryby, żeby zaczęły brać ;)